2005-10-17 , rzeczpospolita.pl
Rybki pod chińskim murem.
Sukces Aquaela to efekt pracy, konsekwentnego lokowania większości zysków w nowoczesne maszyny, w rozwój firmy. I - po prostu - oszczędzania

Należąca do Janusza Jankiewicza firma Aquael wygrała wprawdzie z europejskimi konkurentami, ale z tymi ze wschodu trudno jej będzie sobie poradzić.
Rybki pod chińskim murem
Sukces Aquaela to efekt pracy, konsekwentnego lokowania większości zysków w nowoczesne maszyny, w rozwój firmy. I - po prostu - oszczędzania.
Parę miesięcy temu zaczęto zwozić do kraju maszyny, urządzenia i wszelkie ruchome dobra należące wcześniej do niemieckiego przedsiębiorstwa Bioplast. Było tego prawie osiemdziesiąt tirów. Bioplast przejęła warszawska firma Aquael, której tym samym ubył jeden z ostatnich europejskich konkurentów w produkcji elektrycznych urządzeń do akwariów. Większość tych urządzeń pochodzi dziś jednak z Chin. - A Chin wykupić się nie da - rozkłada ręce prezes Aquaela Janusz Jankiewicz. Firma powstała ponad dwadzieścia lat temu: od tego czasu w akwariach wyrosło wiele pokoleń mieczyków i tęczanek. Zmieniło się prawie wszystko - producenci, klienci, rynek, technika i technologie produkcji sprzętu akwarystycznego. Tylko rybki pływające w akwariach pozostały, przynajmniej na oko, takie same. Nadal potrzebują tego samego - czystej, filtrowanej i bogatej w tlen wody o odpowiedniej dla danego gatunku temperaturze oraz pokarmu i światła. Dlatego ich miłośnicy kupują i będą kupować filtry, grzałki, lampy, urządzenia napowietrzające i specjalnie preparowany pokarm.
Klient u klamki Przemysł akwarystyczny to osobna, wysoce specjalistyczna branża. U schyłku lat 80. ubiegłego wieku w socjalistycznych krajach Europy Środkowo-Wschodniej było prawie trzydziestu producentów sprzętu do akwariów. W Polsce działało dziewięć takich przedsiębiorstw -wyłącznie prywatnych, bo akwarystyka była jedną z nielicznych dziedzin, które uszły uwagi socjalistycznych planistów. Mimo to pompek i filtrów stale brakowało.
Janusz Jankiewicz, wychowany w domu, gdzie akwaria stały nawet w kuchni i łazience, z brakami rynkowymi w akwarystyce stykał się na co dzień. Dlatego, kończąc studia na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, nie zastanawiał się nawet nad państwową posadą. Pierwsze trzydzieści pompek akwariowych własnej konstrukcji zmontował jesienią 1984 roku z żoną, absolwentką handlu zagranicznego, na kuchennym stole w wynajętym mieszkaniu na Pradze. Następnego dnia sprzedał je od ręki w warszawskich sklepach akwarystycznych.
Okazało się, że rynek potrzebuje znacznie więcej pompek, niż byli w stanie we dwoje skręcić i rozwieźć po sklepach. Już po paru miesiącach zatrudnili pierwszych pracowników i zaczęli z podupadających przedsiębiorstw państwowych wykupywać maszyny. Kiedy żuk Jankiewicza z ładunkiem pompek wjeżdżał na giełdę zoologiczną w Łodzi, właściciele sklepów z całego kraju czepiali się klamek. Zdarzyło się nawet, że jedną z nich, w tłoku -urwali.
U schyłku PRL Aquael zatrudniał już prawie 30 osób, miał sporo nowoczesnych maszyn i wyrobioną markę na rynku. Ale kryzys początku lat 90. uderzył w branżę akwarystyczną boleśnie. Nie tylko dlatego, że pojawiły się konkurencyjne cenowo urządzenia z importu. W socjalistycznej szarzyźnie akwarium z rybkami było jednym z nielicznych sposobów, by nadać życiu nieco barw, ale w nowym ustroju kolorowych produktów i rozrywek było dużo więcej.
- Naszym bezpośrednim konkurentem są np. w ostatnich latach gry komputerowe -uważa Bogumiła Jankiewicz.
Z piwnicy w świat W najgorszym okresie kryzysu Jankiewiczowie szykowali się do sprzedaży firmy i myśleli o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie jednak zdecydowali się sprzedać mieszkanie i doinwestować przedsiębiorstwo. Rozpoczęli m.in piekielnie trudną, jak się okazało, produkcję filtrów akwariowych.
Pomógł im przypadek. Na targach w Łodzi spotkali niemieckiego przedsiębiorcę, który filtry Aquaela wylansował, pod swoją wprawdzie marką, na rynkach europejskich. Sprzedawane jako "eurofiltry" zrobiły furorę i z czasem utorowały warszawskiej firmie bezpośrednią drogę do odbiorców zachodnich. Dziś 90 proc. produkcji sprzedaje się pod własną marką. Obroty przedsiębiorstwa zaczęły szybko się zwiększać - w najlepszych latach nawet po 20 proc. rocznie.
Aquael - działający w branży, gdzie producenci zatrudniają zwykle po kilka - kilkanaście osób -ma dziś prawie pół tysiąca pracowników. W Suwałkach, gdzie w Specjalnej Strefie Ekonomicznej mieszczą się w nowo wybudowanych budynkach jego główne zakłady produkcyjne, należy do najbardziej liczących się pracodawców.
Ostatni przebój firmy to linia filtrów "kanistrowych". To rodzaj kombajnów, do których można dołączać dodatkowe urządzenia, jak np. bakteriobójcze lampy UV czy grzałki. Dzięki kompletowi nowoczesnych urządzeń obsługą dzisiejszego akwarium można nie zajmować się nawet przez pół roku -wystarczy tylko karmić ryby. Firma zatrudnia kilkunastu inżynierów - głównie w biurze konstrukcyjnym - którzy należą w swej, wąskiej wprawdzie, specjalności do najlepszych na świecie. Zasadnicze idee rozwojowe są jednak jak dawniej dziełem właściciela.
- Jestem nadal przede wszystkim inżynierem. Kiedy tylko mogę, zamykam się w domu, w piwnicy i pracuję nad nowymi konstrukcjami. Nie stawiam na rewolucyjne skoki, lecz stały postęp techniczny. Jest to możliwe m.in. dlatego, że zainwestowałem masę pieniędzy w narzędziownię. Jest ona obecnie uważana za najlepszą w branży "zoologicznej" w Europie - nie ukrywa satysfakcji Jankiewicz.
Akwaria z kolorowymi rybkami mają najwięcej miłośników w krajach o surowym klimacie i krótkich zimowych dniach - Skandynawii, Anglii, północnych Niemczech, Rosji. Większość eksportu Aquaela (stanowi on ok. 60 proc. sprzedaży firmy) przypada właśnie na Niemcy i Rosję. Ale jego wyroby znane są we wszystkich praktycznie krajach europejskich. Znajdują nabywców także w Stanach Zjednoczonych, a nawet w paszczy lwa, w Chinach, dokąd wysłano w zeszłym roku cztery kontenery produktów.
Europejscy konkurenci wykruszają się z każdym rokiem. Znaczna część sprzętu akwarystycznego - zarówno tego najwyższej jakości, jak i najtańszego, sprzedawanego pod rodzimymi markami - stamtąd dziś z Chin. Aquael, jako jedna z ostatnich firm zachodnich, jakie jeszcze istnieją, stoi dziś przed konfrontacją z całą chińską potęgą. Jej wynik jest wielką niewiadomą.
Akwarium globalne Chińscy konkurenci opanowali już znaczną część nie tylko rynku amerykańskiego i europejskiego, ale i polskiego (Jankiewiczowie mają w nim ostatnio ok. 20 proc.). Producenci z Chin sprzedają swoje wyroby, gorszej wprawdzie jakości, aż o 30 - 40 proc. taniej niż przy obecnym kursie złotego może zaoferować Aquael. Skutki bezpardonowej konkurencji cenowej widać już w bilansach firmy. Obroty wprawdzie nadal zwiększają się o kilkanaście procent rocznie - ostatnio wynoszą ok. 50 mln zł - ale zysk na transakcjach eksportowych stale spada. Czy długi marsz do europejskiej czołówki producentów akwarystycznych ma zatem zakończyć się pod chińskim murem? Jankiewiczowie nie poddadzą się łatwo.
Sukces Aquaela to efekt nieprzerwanej pracy, konsekwentnego lokowania większości zysków w rozwój firmy i - po prostu - oszczędzania. Jankiewicz, choć nie wahał się kupować najnowszych maszyn, do niedawna jeszcze jeździł np. tylko używanymi samochodami. Przez ponad dwadzieścia lat oboje żyli tylko firmą i rodziną. W czasach, gdy młodzi biznesmeni uważają, że rodzina może przeszkodzić w karierze, mają dziesięcioro dzieci - najmłodsze nie skończyło jeszcze dwóch miesięcy. Ich przyszłość po części zależy od wyników konfrontacji z Chińczykami - lub ułożenia się z nimi. Niedawno Janusz Jankiewicz podjął pierwszą próbę. Zlecił chińskiemu przedsiębiorcy wykonanie kilku form (to największy wydatek przy uruchamianiu produkcji nowych elementów plastykowych, zwykle ponad 50 tys. zł) - a potem poleciał do Chin w ślad za zamówieniem.
- Nie można powiedzieć, starali się. Ale jakoś im nie wychodziło. Dlatego, choć formy byłyby o jakieś 20 proc. tańsze, niż gdybyśmy wykonali je sami, zrezygnowałem z zamówienia. Ale kto wie, czy za rok nie będę musiał tam wrócić - zastanawia się Jankiewicz.
Widać bowiem coraz wyraźniej, że trudno będzie w przyszłości utrzymać się na rynku, stojąc tylko na jednej produkcyjnej nodze. Janusz Jankiewicz zdaje sobie sprawę, że chcąc nie chcąc, będzie musiał coraz częściej odrywać się od swoich ukochanych konstrukcji i pracowni w piwnicy. Większość producentów podejmuje dziś wspólne przedsięwzięcia z przedsiębiorcami ze wschodu, przenosi produkcję do innych krajów, angażuje się w międzynarodowy handel.
Aquael przeszedł długą drogę - od prywatnej inicjatywy na zamkniętym rynku PRL do udziału w globalnej rywalizacji XXI wieku. Każdy nowy etap przynosił i przynosi nowe problemy. I tylko rybki jak zawsze pływają beztrosko, wachlując skrzelami.
GRZEGORZ ŁYŚ
« powrót
|